Zacznijmy od planowania finansowego….

Serdecznie witam na blogu poświęconym rasie psów o niewiele mówiącej laikom o nazwie dog argentyński. Jak w każdej „branży” – także i wśród nabywców psów zjawisko mody jest powszechne. Pamiętam czasy początku lat dziewięćdziesiątych modne były boksery, później rottweilery. Nie jest przedmiotem tego wpisu charakterystyka trendów modowych, więc do rzeczy. Była moda na amstaffy i inne bullowate. I oby nigdy nie przyszła moda na dogi argentyńskie. Grupy przyczyn mojej obawy są dwie. Z jednej strony to komfort życia tych psów, a druga to bezpieczeństwo właścicieli, ich rodzin i innych postronnych zupełnie osób. Dog argentyński nie jest „białym dobermanem”. „dwa razy większym pittbullem” czy jeszcze innym „kozacko wyglądającym” psem (oczywiście winien mieć skopiowane uszy – to nie moja ocena – powtarzam opinie moich rozmówców oceniających moje psy, a były z kopiowanymi uszami i z naturalnymi – dla funkcjonariuszy organów ścigania oświadczam, że nigdy nie zlecałem przeprowadzenia tego zabiegu, psa z kopiowanymi uszami zabrałem ze schronu – co mogę wykazać bez problemu – zresztą ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 roku o ochronie zwierząt i jej przepisy karne… no niestety nie są zbyt często podstawą skazania w orzecznictwie polskich sadów – ale ich za to  nie wińmy, raczej wińmy organy ścigania, które do tychże sądów za rzadko  wnoszą akty oskarżenia bądź wnioski o ukaranie i dopiero na ich podstawie te sądy orzekają, choć im mogę zarzucić rażącą łagodność kar orzekanych w postępowaniach karnych czy wykroczeniowych – ale to nie blog karnistyczny).

 

Ta pauza skłonić miała do refleksji… Nie będę się wypisywał na temat charakterystyki rasy, tym bardziej wzorca, poprawności poszczególnych egzemplarzy psów oferowanych do sprzedaży czy jako reproduktorów, to nie ten przedmiot wypowiedzi. Dla zobrazowania napiszę, że moje psy – przedstawiciele tej rasy (napiszmy w mocnej ogólności- a czemu tak – to o tym później) pochodziły ze schroniska, czy były znalezione na ulicy. Więc Drogi Czytelniku nie jestem ani hodowcą zachwalającym swój „towar” ani nabywcą zwierzęcia za ciężkie pieniądze. Jestem z tych, co tym stworzeniom pomagają i cieszą się ich posiadaniem i towarzystwem. Nie proście mnie więc o wskazanie „Hodowcy godnego zaufania” czy ocenienia psa.

To tyle tytułem wstępu. Teraz do rzeczy. Komunikat będzie krótki i treściwy. Mianowicie, należy decyzje o przyjęciu psa tej rasy poprzedzić rozważaniami. One muszą skupić się na analizie kilku grup przesłanek. Zacznijmy na przykład od aspektu materialnego. Karma – (dog argentyński ma niesamowite skłonności do alergii pokarmowych – zdecydowana większość psów ma takie skłonności – moje wszystkie dogi argentyńskie je miały – choć podkreślam były to osobniki nabyte w zupełnie inny od modelowego sposób) – nie załatwisz sprawy miesięcznego karmienia psa „worem” zakupionym w którejkolwiek popularnej sieci marketów za 49,99 złotych za 25 kg. No nie i tyle. Nie załatwisz najprawdopodobniej sprawy karmą za 100 złotych za 10 kg. Mój na przykład zjada dobrej karmy 15 kg miesięcznie, czasami więcej w zależności od długości miesiąca i jego wydatków energetycznych. Przykładowo z uwagi na alergię mojego psa- toleruje w zasadzie tylko karmy HILL’S Z/D (do analizy cen zapraszam na popularne portale aukcyjne). Dość wskazać, że koszt miesięczny karmy oscyluje w okolicach 350 złotych . Oszczędnym ludziom jasno komunikuję – na innej tańszej karmie ten pies się będzie męczył. Będzie miał alergie, będzie się drapał, wygryzał przestrzenie między palcowe na łapach i będzie się samookaleczał w inny sposób, który uzależniony jest od aktualnych dolegliwości. Dochodzi do różnego rodzaju opuchlizn i innych. Pies się męczy i ma kiepski komfort życia. Więc już sam widzisz, że kosztuje dużo, ale to nie koniec. Dalej posługując się swoim doświadczeniem życiowym w opisywanej dziedzinie wskazuje, że pielęgnacja tego psa – mimo jego krótkiej sierści – jest także kosztowna. Stosuje u psa szampon marki DECHRA – koszt flakona około 40,00 złotych. Kąpiele lecznicze z uwagi na alergie dwie w miesiącu – kolejne 80,00 złotych. I następny wydatek – leki. Mój pies na bieżąco zażywa medykament o nazwie CALCORT 6 mg (przy alergiach w przypadku podawania ENCORTONU proszę zasugerować weterynarzowi ewentualną zmianę leku, bo CALCORT daje lepsze rezultaty).  To znów jakieś powiedzmy 30 złotych miesięcznie. Nie da się określić kosztów miesięcznych tego leku, gdyż podaje się go w miarę potrzeby, a ta predestynowana jest aktualnym natężeniem alergenów, takich jak pyłki, roztocza i inne. Psa przypominam czasami się szczepi…. Mamy więc koszt miesięczny utrzymania psa na poziomie 500, 00 złotych (pięciuset złotych). Tu nie zastosujesz Drogi Czytelniku jeśli masz sumienie tanich zamienników jak do VW Golfa III czy BMW E36 (nie urażając posiadaczy klasyków i oldtimerów). Na zamiennikach pies cierpi. Kolejne motoryzacyjne porównanie – rocznie wydajesz na psa 6000 złotych. Daj Boże niech żyje jak najdłużej, na przykład 10 lat. Daje to 60.000 złotych. To już rocznie koszt zakupu jakiegoś auta nadającego się do bezpiecznego użytkowania, a w skali życia psa to koszt zakupu nowego średniej klasy auta lub małej działki na przykład z przeznaczeniem pod rekreacje. Pomyśl, porównaj, przelicz czy Cię stać, a jeśli już dojdziesz do wniosku, że tak, to przemyśl, czy tych pieniędzy nie będziesz chciał przeznaczyć na inny cel.  Proszę nie myśl, że jakoś to będzie, bo oszczędzając na powyżej wskazanych wydatkach przysporzysz cierpienia swojemu psu. Pamiętaj, że pies czasami niestety choruje, a to kolejne wydatki. Nie daj Boże wady dyspalazji – wyleczenie tej pociąga za sobą  ogromne koszty. To już pieniądze w skali kilku tysięcy za zabieg (bliże pięciu niż dwóch).

 

To tyle w pierwszym wpisie. Może zacząłem ze złej materialistycznej strony, ale kalkulowanie wydatków to problem większości naszych rodaków i oczywisty aspekt podejmowania życiowych decyzji o tak długofalowym skutku jak posiadanie psa, których błąd może skutkować w przysporzeniu niepotrzebnych cierpień psu czy porzuceniem go (daj Boże przez znalezienie mu domu czy ostatecznie oddanie go do schronu, choć sam zabrałem z ulicy bardzo chorą DA – więc i tak da się z psem rozstać).

Pozdrawiam, proszę o rozważne refleksje. Przy kolejnych wpisach podzielę się z Państwem przemyśleniami na temat potrzeby nakładu czasu na wychowanie psa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy